Matka zgadza się pod warunkiem, że pan Kożuchowski zobiowiąże się odwieźć mnie spowrotem do Matki, co uroczyście musiał zapewnić. I tak, w końcu listopada, jeszcze w mundurze kanoniera 216 pułku p. art. kres. pojechałem poraz pierwszy do Mikołajewic.
Był juz późny jesienny wieczór, gdy powóz wiozący nas ze stacji w Sieradzu skręcił już w Mikołajewicach z szosy, przejechał wzdłuż dworskich zabudowań, potem przez podwórze i stanął przed dworem.
Ojciec, starannie ukrywając wzruszenie, przyjął mnie serdecznie. Wydawał mi się bardzo stary, a miał dopiero 53 lata.
.jpg)
Resztę roku spędziłem w Warszawie na Wilczej. Chodziłem do gimnazjum im. A. Mickiewicz (dawniej E. Konopczyńskiego), później na wyższe uczelnie. Od tego czasu Ojciec pokrywał koszty mojego utrzymania, co bardzo odciążyło skromny budżet Matki, która przecież z jednej swojej pensji utrzymywała jeszcze Babcię.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz